Cudowni goście w jednym hotelu, trzy strefy tematyczne, muzyka, światła, ruch, śmiech, pęd, emocje…
Kiedy tłum staje się bohaterem wieczoru z tej imprezy można opowiadać wątkami:
Kto śpiewał, kto tańczył, kto wygrał teleturniejowy quiz, kto pierwszy wpadł na pomysł, by zrobić „szkolny pokój” z kolejką do zdjęć.
Ale najciekawsze w tym wszystkim było to, jak ogrom gości zbudowało jeden wspólny nastrój. To ta energia niosła całą noc. Mówią, że wielkie eventy albo się rozpadają na grupki, albo eksplodują jednością. Nasze Andrzejki wybrały opcję drugą.
Był moment, w którym sala śpiewała tak głośno, że wokalistki zaczęły się uśmiechać, ten uśmiech, który pojawia się tylko wtedy, gdy artysta czuje, że publika „niesie” występ dalej sama.
Kiedy tłumy jednocześnie krzyczą refren do mikrofonu, to był śpiew, którego nie da się ani zaplanować, ani odtworzyć.
To jest właśnie ta przewaga dużej imprezy:
gdy wspólna energia wchodzi na takie obroty, że organizator tylko stoi z boku i myśli: „Dobrze. Wszyscy dobrze się. O to chodziło.”
Zdjęcia pokazują światła, sceny, dekoracje i ludzi w akcji. Ale prawdziwe Andrzejki czuło się w ruchu, w falach śmiechu, w drobnych rozmowach, w kolejce do strefy retro, w kroplach potu na parkiecie, który nie zgasł ani na minutę. Ta impreza miała swój własny puls. I to właśnie pokazujemy w galerii.